14 kwietnia to Dzień Ludzi Bezdomnych. Poznaj historię „polskiego Forresta Gumpa”!

14 kwietnia to Dzień Ludzi Bezdomnych. Poznaj historię „polskiego Forresta Gumpa”!

Został Kawalerem Orderu Uśmiechu, dla wielu jest wzorem współczesnego samarytanina, w Katowicach znają go prawie wszyscy... Mowa o Jacku Pikule, nazywanym „polskim Forrestem Gumpem”! Historia jego życia to gotowy materiał na film - o sukcesach, porażkach i nieskończonej miłości do bliźniego.

Daria Łaptosz
14.04.2019, 00:28

Ciężkie dzieciństwo

Niezwykła historia Jacka Pikuły niestety rozpoczęła się dramatem. W domu rodzinnym w Wodzisławiu Śląskim pan Jacek zaznał jedynie strachu, przemocy i biedy. Później przez lata tułał się po różnych ośrodkach, był dom dziecka w Bytomiu i ośrodek opiekuńczo-wychowawczy w Wałbrzychu. Po opuszczeniu placówek, jako bardzo młody chłopak zmagał się z poważną depresją i został bezdomnym. Jego jedyną miłością była muzyka, świetnie grał na gitarze i śpiewał. Z pomocą przyszli mu obcy ludzie, w tym inni bezdomni i tak pan Jacek stanął na nogi. Zobaczył na własnym przykładzie, jak ważne jest podanie dłoni człowiekowi w potrzebie.

Pomaganie to sens życia!

Jacek Pikuła zaczął utrzymywać się z grania na ulicy, konkretnie na ul. Staromiejskiej w Katowicach. Były to lata 90., czas transformacji gospodarczej w Polsce. Zmiany spowodowały wzrost biedy, wysokie bezrobocie. Coraz więcej było potrzebujących bezdomnych oraz dzieci, wychowywanych przez ulicę. Pan Jacek po prostu wiedział, że trzeba pomagać. Najpierw zorganizował Wigilię dla bezdomnych, przyciągnęła ona mnóstwo osób. Później zaczął kupować bezdomnym ubrania, środki czystości, leki. W końcu uzyskał od miasta zgodę na remont bardzo zniszczonego budynku w Katowicach. Tam powstała świetlica dla ubogich dzieci i bezdomnych w podeszłym wieku, o nazwie „Skrawek Nieba”. Działała ona prężnie przez wiele lat, mimo małych dotacji z miasta, Jacek Pikuła pomagał setkom osób! Gromadził wokół siebie mnóstwo wolontariuszy, spotykał się z politykami, czuł się potrzebny i spełniony, niestety, do czasu...

Bolesny upadek...

Pomoc tak wielu osobom, pomimo bardzo małych dotacji, odbiła się na sytuacji finansowej pana Jacka. Utrzymywał siebie i świetlicę jedynie z grania na ulicy i pomocy wolontariuszy, dlatego zaczął zaciągać długi, aby pomagać kolejnym potrzebującym. Długi urosły, wsparcie miasta skończyło się i świetlicę „Skrawek Nieba” trzeba było zamknąć! Wtedy Jacek Pikuła załamał się, wyjechał z Katowic w góry i został bezdomnym. Nie chciał jednak żyć pod mostem lub spać na ulicy. Dzięki drobnym pracom dorywczym zarobił na jednoosobowy namiot, w którym spędził aż 7 lat! Później kupił też laptop, żeby spisywać swoje przemyślenia i trudne sytuacje, z których czerpał naukę. Dziś mówi, że nie żałuje bycia bezdomnym z wyboru przez tyle lat, bo nauczyło go to pokory i radości z życia.

Dobro powraca

W 2016 r., historię Jacka Pikuły opowiedziano w „Dzień dobry TVN”. Wtedy do redakcji zgłosiły się osoby, które jako dzieci uzyskały pomoc w świetlicy „Skrawek Nieba”. Tym razem to one postanowiły pomóc swojemu bohaterowi z dzieciństwa! Wiele osób prosiło też pana Jacka o wydanie swoich zapisków w formie książki. Szczęśliwie zgłosił się chętny wydawca i tak powstała książka„Skrawek Nieba. Poradnik nieporadny”. Pan Jacek zaczął również jeździć po całej Polsce i dawać koncerty, na zaproszenie różnych instytucji. Jednak chyba najszczęśliwszym momentem był ten, kiedy jedna z mieszkanek Katowic, pani Jagoda Grządziel, zaoferowała mały drewniany domek w górach. Był do generalnego remontu, ponieważ opiekował się nim mąż pani Jagody, który kilka lat wcześniej zmarł podczas wycieczki górskiej. Jacek Pikuła podjął się remontu i mieszka tam już od 3 lat!

Plany na przyszłość...

Kiedy pan Jacek jest pytany o przyszłość, ma mnóstwo pomysłów... i oczywiście, nie myśli tylko o sobie. Chce wydać swoją drugą płytę (można wesprzeć zbiórkę pieniędzy na ten cel) i dokończyć drugą książkę, bo jak mówi, jeszcze pracuje nad tym, żeby samemu porządnie stanąć na nogi. Jednak niedawno zrealizował także swój plan przystosowania drewnianego domku w miejscowości Laskówka na Pogórzu Dynowskim, w którym mieszka, na mały ośrodek agroturystyczny. Jest stacja na rowery, miejsce na nocleg pod namiotem. W sezonie może przyjechać każdy, kto potrzebuje oddechu, wyciszenia lub po prostu kontaktu z drugim człowiekiem.

Najważniejszy jest drugi człowiek!

Zawsze dla Jacka Pikuły najważniejszy będzie człowiek potrzebujący pomocy. Sam mówi, że nienawidzi egoizmu i ludzka przyzwoitość nakazuje wesprzeć biedniejszego. Nawet teraz, kiedy pan Jacek sam ma niewiele do podzielenia się, nie rezygnuje z pomocy. Jeździ na koncerty charytatywne, naucza młodzież na spotkaniach katolickich, jak dostrzegać potrzebującego i mądrze pomagać. Ma też swoją tradycję, gdziekolwiek pojawia się, żeby zagrać koncert, odnajduje przynajmniej jedną osobę bezdomną i... zaprasza ją na wspólny obiad! Taka pomoc naprawdę nie kosztuje dużo, ale przywraca w tych ludziach nadzieję i poczucie godności.

Znacie w swojej okolicy osoby, które pomagają bezdomnym? Napiszcie o nich, w tym szczególnym dniu warto im podziękować!