Bezrobotny wyszedł na imprezę. Obudził się 2500 km od domu. Niczego nie pamięta.

Bezrobotny wyszedł na imprezę. Obudził się 2500 km od domu. Niczego nie pamięta.

Alkohol, koledzy, potem kac i trudny powrót do rzeczywistości w obcym kraju. Historia Mihaia Danciu, Rumuna z małej wioski zaczyna się jak pewna komedia, ale daleko jej do happy endu…Poznajcie złożone losy tego pechowego faceta! Tylko dzięki rumuńskim mediom udało się wyjaśnić, co tak naprawdę przeżył.

Kamila Mrozek
10.10.2018, 01:24

Rumun Mihai Danciu (41 l.) lubił chodzić z kumplami na piwo. Podczas jednego z takich spotkań w pubie założył się z nimi, że znajdzie robotę zagranicą. Potem urwał mu się film…Gdy PO TYGODNIU się ocknął, ogarnęło go mega PRZERAŻENIE! – leżał pobity w szpitalu, tak daleko od domu, gadali do niego obcy ludzie w nieznanym języku. Jakim trafem facet nagle znalazł się w <a href=https://tiny.pl/gzg2j>LONDYNIE</a>?

Z Albesti do Londynu – niezła jazda Rumuna ,,na bani"? A może przygoda jak z KacVegas?

Pobity i nietrzeźwy Rumun z ulicy trafił do tego szpitala Whipps Cross w Londynie.

Niefortunny dowcip kolegów z baru?

Mihai po przebudzeniu się w londyńskim szpitalu pamiętał niewiele. Wiedział, że poszedł na imprezę z kumplami w Rumunii i tam obstawiał zakład dotyczący swojego przyszłego zatrudnienia. Mężczyzna nie miał pojęcia, jak dotarł do Londynu, ale padło podejrzenie, że zawieźli go tam autobusem kumple od picia i wspomnianego zakładu. ,,Jak chciał jechać do obcych pracować, to niech ma”. Jego dalsze losy możemy poznać na podstawie relacji siostry Adiny Costache ze szpitala, do którego trafił po dziwnym wypadku.

Adina Costache, rumuńska pielęgniarka ze szpitala, do którego trafił Michai, ofiarowała mu pomoc.

Gdyby nie pomoc siostry Adiny, nie wiadomo, czy Mihai kiedykolwiek odzyskałby pamięć i mógł powrócić do swojej rodzinnej wioski. Uczynna pielęgniarka, która również była Rumunką opublikowała historię Mihaia na Facebooku. W grupie ,,Rumuni w Wielkiej Brytanii” poprosiła ludzi o pomoc w zidentyfikowanie pacjenta z zanikiem pamięci.

Znaleziono go pijanego na ulicy i wygląda na to, że ktoś go pobił.

Został przywieziony do naszego szpitala, ale powiedział mi, że nikogo w Londynie nie zna i był zdziwiony, że nie znajduje się już w Rumunii.

On nie ma pojęcia, jak dotarł do Londynu, a jeśli ktoś go zna i chce mi wysłać prywatną wiadomość w tej sprawie, to mogę mu ją przekazać. Został przyjęty do szpitala na oddział, w którym pracuję - napisała Adina na swoim Facebooku.

Wreszcie Rumun powrócił do rodzinnej wioski. ,,To naprawdę miły facet, chociaż ostatnio nie był sobą, bo za dużo pije. Przez to picie miał już dawniej kłopoty z pamięcią, więc nic dziwnego, że tak skończył" - mówił o nim znajomy sąsiad.

Rodzina Rumuna odnalazła się!

Sprawą zainteresowały się lokalne media, ale znajomi szybko zidentyfikowali Mihaila Danciu. Okazało się, że mieszka w małej wiosce Albesti, wraz ze swoją 44-letnią partnerką i ich dziećmi w domu babci kobiety. Podobno rodzina od tygodnia zastanawiała się, gdzie podział się Mihai po zakrapianym alkoholem spotkaniu ze znajomymi.

Dla większości mediów, które zdecydowały się wspomnieć o historii Mihaia to był swoisty happy end z morałem ku przestrodze dla tych, którzy przesadzają z alkoholem, zwłaszcza w gronie znajomych. Okazuje się jednak, że większość osób zbyt lekko potraktowała całą sprawę. Dzieje bezrobotnego Rumuna podróżującego w niejasnych okolicznościach do Wielkiej Brytanii ma w sobie drugie dno

Mężczyzna twierdzi, że jego historia nie przypomina tego, co tendencyjnie przekazali światu brytyjscy dziennikarze.

Tylko lokalne media wzięły na siebie wyjaśnienie całej sprawy.

Jak udało się ustalić lokalnym, rumuńskim <a href=https://tiny.pl/gzg26 >mediom</a> Mihai faktycznie wyjechał do Wielkiej Brytanii w poszukiwaniu pracy, ale padł tam ofiarą ogromnego oszustwa, wręcz handlu ludźmi. Łatwowierny mężczyzna dał się nabrać i zdecydował się podjąć zatrudnienie na budowie. Jednak po przyjeździe do Londynu okazało się, że Mihai został zakwaterowany w Ilford razem z innymi mężczyznami zmuszony do mieszkania w jednym pokoju, spania na podłodze i 12-godzinnej pracy. Nie chcąc się zgodzić na takie fatalne warunki, Mihai uciekł swoim pracodawcom, ci jednak próbowali go schwytać i w akcie zemsty bili przez kilka godzin, a potem poili alkoholem. Danciu zdołał im umknąć i tak śmierdzący procentami oraz pobity wylądował na ulicy. To właśnie stamtąd trafił do szpitala.

Mężczyzna rozmawiał ze stacją Libertatea o tym, jak znalazł się w tak opłakanej sytuacji:

Zatrzymali mnie, związali nogi i ręce, zakneblowali usta. Bili mnie bez przerwy od 10 rano do północy. Potem oprawcy siłą wlewali we mnie wino i wódkę, a następnie próbowali włożyć mi głowę do toalety.

Miałem szczęście, że Adina, która pochodzi z Mołdawii, bardzo mi pomogła. Jej mąż dał mi pieniądze i ułatwił powrót do domu.

Mihai miał już wcześniejsze doświadczenia w pracy zagranicą. W latach 2007-2014 przebywał we Włoszech. Za pieniądze tam zarobione kupił ponad 7 hektarów ziemi, którą dzierżawi. Rumun wyznał, że chciałby pracować jeszcze poza rodzinną wioską, ale po tym londyńskim koszmarze ma poważne obawy.

Pijany Rumun bez pracy obudził się 2500 km od domu... Prawda, czy historyjka podkolorowana przez media tendencyjnie pokazujące skutki otwartych granic UE?


A może mężczyzna mówił prawdę i tylko jego łatwowierność w połączeniu ze słabością do alkoholu sprawiły, że znalazł się w takich tarapatach?