Kupowanie żywych karpi może być karane więzieniem!

Kupowanie żywych karpi może być karane więzieniem!

Karp na święta to wieloletnia tradycja w Polsce, wiele osób nie wyobraża sobie wigilii bez tej ryby na stole. Podobnie dużo Polaków decyduje się na zakup żywego karpia, a z ich sprzedażą od lat wiążą się kontrowersje. Niewiele osób zdaje sobie sprawę, że do odpowiedzialności karnej za nieprawidłowe przechowywanie żywej ryby, może zostać pociągnięty nie tylko sprzedawca, ale także klient.

Marek Rajman
12.12.2018, 01:37

Karp jest objęty ochroną prawną, więc za znęcanie się lub sprawianie zwierzęciu niepotrzebnego bólu, grozi kara grzywny, ograniczenia lub nawet pozbawienia wolności. A za takie działanie może być uznane nieprawidłowe przechowywanie ryby w sklepie, np. w zbyt ciasnych, przepełnionych basenach oraz transport zwierzęcia do domu. Tym samym ukarany może być zarówno sprzedający, jak i kupujący!

Przerzucanie ryb jak przedmiotów, zrzucanie ich na podłogę, przetrzymywanie ich w basenie z niefiltrowaną wodą lub w zbyt dużym ścisku - za takie niedopatrzenia i obojętność, sprzedawca może zostać ukarany. A kary mogą być dotkliwe, począwszy od grzywien od 500 zł do nawet 100 tys., na pozbawieniu wolności kończąc. Podobne mogą czekać także klientów, którzy zakupionego karpia zanoszą do domu w zwykłej reklamówce.

Sprzedaż żywego karpia od dłuższego czasu budzi kontrowersje - ryby często przechowywane są w fatalnych warunkach i traktowane brutalnie.

Piękna tradycja czy pieśń PRLu?

Coraz częściej słychać głosy, że karp na stole wigilijnym to już przeżytek, a poza tym pachnie mułem i ogólnie poleca się kupić bardziej wykwintną rybę, taką jak pstrąg czy łosoś. Tradycjonaliści bronią swojego ulubionego dania, argumentując, że dobrze doprawiony i odpowiednio przygotowany karp ma delikatny smak i wręcz rozpływa się w ustach. Niemniej jednak, abstrahując od czyichś upodobań kulinarnych, w mediach propaguje się, że kupno żywego karpia, a następnie samodzielne uśmiercenie ryby, to barbarzyńska tradycja, od której powinniśmy odchodzić. Zwłaszcza, że zwyczaj nie jest kultywowany od "dziada pradziada", a jedynie od lat 50-tych - władze PRL zachęcały Polaków do kupowania żywych karpi, bo wówczas mało kto miał w domu lodówkę...

Co roku organizacja Klub Gaja zachęca Polaków do rezygnowania żywych karpi, a sklepy i markety próbuje odwieść od ich sprzedawania. W tym roku, do takich sieci jak Auchan, Selgross czy Carry, dołączyły polskie markety Piotr i Paweł. Pod hasłem "Żywcem nas nie weźmiecie" polska sieć zdecydowała się zrezygnować ze sprzedaży żywych karpi, na rzecz świeżych lub mrożonych. Jacek Bożej z Klubu Gaja podkreśla:

Sprzedaż żywych ryb to „peerelowski" i przestarzały zwyczaj, który powoduje ogromne cierpienie tych zwierząt. Na szczęście powoli, ale jednak, zbliża się koniec bezsensownych cierpień żywego karpia przed świętami

Choć coraz więcej sieci decyduje się na rezygnację ze sprzedaży żywego karpia, można kupić je dalej w takich marketach jak Kaufland czy Tesco. Ten drugi wprowadził do obiegu specjalne siatki z wodą, w których klient może przetransportować rybę do domu w humanitarnych warunkach.

Dantejskie sceny

Wokół sprzedaży karpi, zarówno żywych, jak i porcjowanych, od lat istnieje wiele kontrowersji. Czasem są one żenujące lub wręcz zabawne, kiedy na Youtube ląduje kolejny filmik pod tytułem "bitwa o karpia", przedstawiający awantury i przepychanki, czasem jednak dochodzi do poważnych zaniedbań, przez które ryby niepotrzebnie cierpią. Tak było dwa lata temu w Tychach w jednym z marketów Tesco - doszło do rozszczelnienia basenu i ponad setka ryb wypadła na podłogę marketu. Choć samo zdarzenie tłumaczono awarią zbiornika, to sposób, w jaki karpie "usuwano" z posadzki, zaalarmował klientów oraz odpowiednie organa. Ryby miały być wrzucane przez pracowników do pustego zbiornika z dużej odległości. Na szczęście tak poważne incydenty należą do rzadkości, a wśród ludzi panuje coraz większa świadomość.

A Wy kupujecie żywego karpia czy gotową porcję? A może zupełnie inną rybę? Napiszcie w komentarzach!