Oszukane kurczaki zalewają Polskę. Jak kupować, by uniknąć szkodliwych substancji?

Oszukane kurczaki zalewają Polskę. Jak kupować, by uniknąć szkodliwych substancji?

Z Ukrainy napływa do nas mięso, które nie zupełnie jest tym, czego się spodziewamy. Pojawiają się wątpliwości co do bezpieczeństwa i ogólnej jakości drobiu, który jest sprowadzany zza wschodniej granicy. Ceny ukraińskich kurczaków są niższe od krajowych, a ich import opiera się o lukę prawną!

Kinga Kwiecień
6.02.2019, 08:32

Znacie ten nadruk na etykiecie, który informuje nas, że kupujemy „pozostałe części z kurczaka”?

Krajowa Administracja Handlowa informuje, że w ubiegłym roku sprowadzono do naszego kraju aż 22,7 ton takiego mięsa!

Poza zalewaniem rynku bliżej nieokreślonymi, zmielonymi częściami kurzego ciała, pojawia się kolejny problem.

© East News

Powinniśmy przyjrzeć się filetom z kurczaka, które kupujemy i podajemy na stół naszym rodzinom.

Ukraińscy producenci drobiu muszą opłacać cło za przewiezienie filetów, czy tuszy z kurczaka na teren Unii Europejskiej. Problem pojawił się, gdy znaleźli lukę prawną, według której nie muszą płacić cła od czapek piersiowych kurczaka z małym kawałkiem skrzydła.

© Alice Welch/U.S. Department of Agriculture

Aby obejść opłaty celne, ukraińscy przedsiębiorcy zaczęli rozcinać kurczaka w ten nietypowy sposób. Dalej takie mięso jest dzielone na terenie UE i sprzedaje się je jako filety z kurczaka.

Kombinowane filety pochodzące z Ukrainy są o wiele tańsze niż te, które pochodzą z Unii Europejskiej.

© VCG via Getty Images

Jest to problem, który próbowali rozwiązać europosłowie z Holandii i Polski. Interweniowali oni w komisji Europejskiej, jednak okazuje się, że nie przyniesie to rezultatów, ponieważ pomoc trawionej wojną Ukrainie jest sprawą o znaczeniu politycznym.

Jan Wolff, zastępca dyrektora ds. eksportu w SuperDrob, który jest znawcą tematu, wyznaje:

Nasza branża ma wątpliwości odnośnie do jakości i bezpieczeństwa ukraińskich produktów. Ukraińcy rozmawiają też z Chińczykami, ale na razie mają problem z ptasią grypą.

© cyprus-mail.com

Sprowadzanie drobiu spoza granic Unii Europejskiej stoi za tym, że ceny mięsa spadają zarówno w Polsce, jak i w krajach, do których nasi rolnicy eksportują kurczaki.

Jest to ogromny kłopot dla polskiego drobiarstwa, które ma obawy o przyszłość dobrej jakości mięsa.

Już teraz klienci nie mają świadomości, jakie mięso jedzą. Co się stanie, jeśli niskie ceny importowanych do nas kurczaków zmuszą przedsiębiorców do obniżenia jakości naszych krajowych produktów?

Kolejną epidemią jest używanie antybiotyków nie tylko wtedy, gdy zwierzęta chorują, ale także profilaktycznie. Jest to robione na skalę globalną i dotyka każdego konsumenta, który nie odmawia sobie mięsa!

Antybiotyki i inne środki przeciwbakteryjne są powszechnie stosowane w przemysłowych hodowlach drobiu. W ostatnich latach zużycie tego typu wspomagaczy kolosalnie wzrosło!

Z zeszłorocznych testów przeprowadzonych na terenie hodowli kurcząt w województwie lubuskim, wynika, że zużycie antybiotyków jest zdecydowanie zbyt wysokie.

© albarakahhalalmeat.com

Raport NIK wskazuje, że w jednym z powiatów województwa lubuskiego aż 10 na 15 hodowców zwierząt stosuje antybiotyki!

Zdarzają się jeszcze bardziej zatrważające sytuacje, gdy na 15 hodowców, leki podaje zwierzętom aż 14 z nich! Kontrolerzy są zdania, że ta dramatyczna sytuacja jest spowodowana nieprawidłowym funkcjonowaniem systemu nadzoru.

NIK uważa, że metody kontrolowania hodowli nie spełniają wszystkich wymagań i przez to są nieskuteczne. Co więcej, dopatrzono się wielu nieprawidłowości w dokumentacji odnoszącej się do okoliczności stosowania leków. W dokumentach nie jest jasno określone, czy leki wykorzystuje się według zaleceń weterynarza czy z innych powodów.

Czy antybiotyki używane przy hodowli zwierząt są obojętne dla naszego zdrowia? Zdecydowanie nie!

Pozostałości leków są obecne w żywności i niestety niesie to negatywne skutki dla zdrowia konsumentów. Ma to wpływ na nasz system odpornościowy, efektywnie obniżając jego skuteczność.

Antybiotyki przyjmowane regularnie przez dłuższy czas sieją spustoszenie w organizmie, nawet, gdy są zjadane w śladowych ilościach!

Antybiotyki, także te, które spożywamy w mięsie osłabiają naszą odporność. Mogą również powodować mutacje bakterii, a co za tym idzie, w ludzkim organizmie mogą rozwijać się lekoodporne szczepy bakteryjne. Wpływa to m.in. na zwiększenie ryzyka występowania alergii.

Czy wiecie jakie antybiotyki najczęściej zjadamy w drobiu?

METRONIDAZOL - używa się go przy owrzodzeniach kończyn dolnych, odleżynach oraz zakażeniach ginekologicznych. Stosowanie zaleca się także podczas zapalenia jelita grubego, posocznicy, zakażeniach dróg oddechowych i układu pokarmowego. 



Skutki uboczne: szeroko pojęte problemy układu pokarmowego, w tym biegunki i wymioty. Może pojawić się grzybica jamy ustnej, zapalenie języka i jamy ustnej, a także różnego rodzaju odczyny alergiczne.

DOKSYCYKLINA - antybiotyk stosowany przy schorzeniach przewodu pokarmowego, układu oddechowego, układu moczowo-płciowego. Jest zalecany przy dżumie, cholerze, tężcu, boreliozie, kile, rzeżączce i chlamydii. 




Skutkami ubocznymi zażywania tego antybiotyku są m.in.: dolegliwości żołądkowe, nudności, wymioty i groźny efekt fotouczulający.

Europejska Agencja Leków i WHO (Światowa Organizacja Zdrowia) ostrzegają, że to problem na skalę globalną, a poziom antybiotyków występujących w mięsie jest już najwyższy w historii.

© siliconprairienews.com

Ilość antybiotyków używanych przy hodowli drobiu przekracza dopuszczalne normy ponad trzykrotnie!

Najwyższa Izba Kontroli informuje, że antybiotyki są obecne w hodowlach aż 88% indyków, 82% kurczaków i 46% trzody chlewnej.

W krajach skandynawskich rozwiązano problem nadużywania farmaceutyków. Troszcząc się o jakość mięsa i przede wszystkim o konsumentów, zwierzętom dodaje się do pasz wyłącznie zioła. Powinniśmy wziąć sobie to za przykład do naśladowania!

Zioła zawierają cenne ekstrakty roślinne, a także olejki eteryczne i traktuje się je jako zamienniki leków. Świadomość konsumentów rośnie i to spowodowało, że w krajach skandynawskich popularnością cieszą się produkty ekologiczne. Spożywa się tam mięso, które nie ma w sobie chemicznych pozostałości farmaceutyków, więc do sprzedaży dopuszcza się wysokiej jakości produkty.

Jak można przypuszczać, wszystkie dodatkowe zabiegi przeprowadzane na kurczętach mają na celu obniżyć koszty produkcji.

Po lekach zwierzęta dłużej wytrzymują w ciężkich warunkach, gdzie spędzają dni w ogromnym ścisku bez dostępu do światła dziennego i świeżego powietrza. Są odporniejsze. Ich masa mięśniowa zwiększa się na takim dopingu, a koszty wyprodukowania kilograma mięsa maleją.

Konsumenci kupują taniej i co za tym idzie, kupują także więcej.

Konsumenci często nie zdają sobie sprawy, że jedzą kurczaka, którego masa została znacznie powiększona poprzez nastrzykiwanie!

Drób ostrzykuje się solanką, co powoduje zwiększenie objętości i masy mięsa.

Jest to sposób na przedłużenie trwałości wyrobów. Zapobiega to rozwojowi bakterii, a kurczak może dłużej leżeć na sklepowej półce.

Dietetycy i eksperci żywienia ostrzegają, że lepiej unikać takich substancji, ponieważ spożywanie ich w zbyt dużych ilościach może przyczynić się do wystąpienia nudności, biegunki, czy wymiotów.

Jak odróżnić kurczaka, który był ostrzyknięty?

Różnica jest ledwie zauważalna dla ludzkiego oka i zmysłu smaku. Cały szkopuł tkwi w tym, że struktura takiego mięsa jest luźniejsza.

Jak odróżnić kurczaka, którego szprycowano antybiotykami?

Taki egzemplarz będzie zdecydowanie większy od kuzyna z ekologicznej hodowli i będzie sprawiał wrażenie bardziej mięsistego, okazalszego.

Ceny za kurczęta karmione antybiotykami i potraktowane solanką są niższe od drobiu, który pochodzi z ekologicznych hodowli. Niestety odbywa się to kosztem jakości zjadanego przez nas mięsa i co gorsza, kosztuje nas to zdrowie!