Przeżyli razem 60 lat, umarli od koronawirusa w odstępie 2 godzin.

Przeżyli razem 60 lat, umarli od koronawirusa w odstępie 2 godzin.

Małżeństwo, które żyło razem przez 60 lat, zmarło tego samego dnia w odstępie zaledwie dwóch godzin. Mówi się, że spędzili osiem dni zamknięci w domu z gorączką, a służby medyczne nie pomogły im, gdy byli w ciężkim stanie. Według syna Severy i Luigiego, chorych jest tak wielu, że personel medyczny musi wybierać, których ludzi ratować, zaś „osoby starsze zostawia się na pewną śmierć”.

Kinga Kwiecień
15.03.2020, 20:46

Włochy są krajem, który dotychczas najbardziej ucierpiał przez pandemię koronawirusa. Od wczoraj przybyło tam aż 3590 przypadków zakażenia tym groźnym wirusem i 368 ofiar śmiertelnych.

Severa Belotti (82 lata) i Luigi Carrara (86 lat) mieszkali w miejscowości Albino w prowincji Bergamo.

© Facebook / Luca Carrara

Ich syn wyznaje, że nie mógł nawet wesprzeć rodziców w ostatnich dniach ich życia i pożegnać się z nimi:

Umarli sami, nie mogłem ich nawet przytulić.

Prowincja Bergamo mieści się w północnych Włoszech.

Luca Carrara, syn zmarłych Włochów powiedział, że jego rodzice byli skazani na samodzielne radzenie sobie z chorobą przez tak długi czas, ponieważ „w pobliżu nie było lekarza”.

Sam nawet próbował wezwać pogotowie ratunkowe i dzwonił pod numer 112, ale niestety okazało się to bezskuteczne:

Niech będzie jasne, że nie obwiniam służb ratowniczych spod numeru 112.

Jednak duże zastrzeżenia ma do szpitala Papa Juan XXIII w Bergamo, w którym zmarli jego rodzice, po tym jak wreszcie zostali przyjęci na oddział.

© Facebook / Luca Carrara

Z jego obserwacji wynika, że personel nie wie, gdzie umieścić pacjentów z podejrzeniem koronawirusa, a lekarze wybierają, których ludzi mają ratować. Według niego starsze osoby zostawia się na pewną śmierć.

Jego rodzice przez osiem dni pozostawali w domu bez pomocy medycznej, a ich gorączka sięgała 39 stopni Celsjusza.

Zrozpaczony syn powiedział lokalnej gazecie Corriere della Sera, że ​​jego ojciec został zabrany do szpitala w Bergamo w sobotę, a jego matkę przyjęto do tego samego ośrodka dopiero w niedzielę.

Jedno z nich zmarło we wtorek o godzinie 9.15, zaś drugie o 11. Odeszli z tego świata w odstępie niespełna dwóch godzin.

Ich syn nie mógł się z nimi pożegnać, nie mógł być u ich boku, kiedy umierali:

Umarli sami, tak działa koronawirus.

Twoi bliscy zostali sami i nie możesz nawet się pożegnać, przytulić ich, spróbować ich pocieszyć w całej tej sytuacji.

Luca, który pracuje dla firmy wodociągowej Uniacque w Bergamo, jest obecnie poddany kwarantannie wraz z żoną i dwójką dzieci.

Pogrążony w smutku po stracie obojga rodziców, z którymi nie miał nawet szansy się pożegnać, Carrara opublikował post w mediach społecznościowych:

Cześć mamo i tato, ten zły wirus zabrał was oboje tego samego dnia, czy nadal będziecie się tam kłócić?

Przestrzegając inne rodziny, Luca dodał:

Mój ojciec miał 86 lat, był starcem, owszem… ale nie miał wcześniej żadnych chorób.

Ludzie muszą zrozumieć, że muszą zostać w domu. Wiele osób się nie przejmuje, bo mówi się, że ofiarami koronawirusa są głównie starsze osoby, ale kiedy zdarza się to ich rodzicom, jest naprawdę trudno.

Rozżalony mężczyzna wyznaje:

Nie widziałem ich po śmierci, zwłoki zabrano na cmentarz i wiemy tylko, że kremacja odbędzie się dopiero za kilka dni, ponieważ jest zbyt wiele ofiar koronawirusa.

Dodał, że jego obecna sytuacja i konieczność poddania się kwarantannie zwiększa ból:

Ja, moje dzieci i moja żona jesteśmy poddani kwarantannie, więc smutek jest wzmożony.

Nie widziałem się nawet z moją siostrą, która załatwiła wszystkie formalności związane ze śmiercią rodziców. Nikt mnie nie odwiedza. Nikt.

W ciągu jednego dnia straciłem oboje rodziców, ale według tego, co zawsze powtarzał mój ojciec - trzeba żyć dalej.

Pojawił się strumień skarg skierowanych przeciwko włoskim władzom w związku z niewłaściwym zarządzaniem osobami będącymi w izolacji na północy kraju.

Donoszono nawet, że włoski aktor został zmuszony do pozostania w tym samym domu co jego zmarła, zarażona siostra. Jej zwłok nie zabierano przez ponad 36 godzin!