Wiewiórka zatrzymała kobietę na ścieżce w parku. Zwierzątko prosiło o pomoc dla zranionego członka rodziny

Wiewiórka zatrzymała kobietę na ścieżce w parku. Zwierzątko prosiło o pomoc dla zranionego członka rodziny

Jeśli lubicie chodzić po parku jesienną porą, pewnie niejednokrotnie udało Wam się dostrzec zwinną wiewiórkę. Historia pewnej kobiety pokazuje, że wiewiórki to także bardzo sprytne zwierzątka. Czy zdarzyło Wam się spotkać wiewiórkę, która śledziła Was przez jakiś czas, po czym zastąpiła drogę w parku, jakby chcąc na coś zwrócić uwagę?

Kamila Mrozek
3.10.2019, 08:36

20 września br. 28-letnia Tia Powell szła ścieżką w parku Kiwanis na terenie Williamsburga w stanie Wirginia. W pewnej chwili kobieta zauważyła, że jest śledzona przez niewielkich rozmiarów wiewiórkę. Już chwilę potem zwierzątko nagle zbliżyło się do Tii i zastawiło jej sobą ścieżkę, po której szła. Kobieta zdała sobie sprawę, że wiewiórka zrobiła to, bo chce pokazać jej coś ważnego...

Tia Powell zaufała swojemu instynktowi i podążyła w kierunku wskazanym przez wiewiórkę. Okazało się, że zwierzę zaprowadziło ją do swojego maleństwa, które miało zranioną nóżkę...

Wzruszającą historię wiewiórczej mamy, która prosiła o pomoc dla chorego maleństwa przekazał Pulaski Police Department w Wirginii.

Tia Powell wyjaśniła w wywiadzie udzielonym dla telewizji, że potraktowała napotkaną wiewiórkę poważnie, bo ta mocno szarpnęła ją za nogawkę od spodni i dawała do zrozumienia, że potrzebuje ludzkiej pomocy.

"Byłam zszokowana i podeksytowana, nigdy wcześniej nie spotkało mnie coś takiego. Czułam się źle, ponieważ najpierw odepchnęłam wiewiórkę, zamiast zaczekać na to, co chce mi przekazać. Ja i moje dzieci kochamy zwierzęta, było mi smutno, gdy widziałam, że wiewiórcza mama nie umiała pomóc swojemu maluchowi" - mówiła Tia.

Wiewiórcze maleństwo miało wyraźne kłopoty z chodzeniem, a jej mama nie chciała odstąpić od Tii, wyraźnie czekała aż kobieta udzieli im pomocy.

Kobieta najpierw nakarmiła wiewiórki kanapką, którą miała przy sobie, a potem wezwała policję i towarzystwo opieki nad zwierzętami.

Funkcjonariusze policji mówią, że telefon od Tii początkowo wydawał im się dziwny. "Kobieta brzmiała jak szalona, krzyczała, że dwie wiewiórki zagrodziły jej ścieżkę w parku i nie chcą odejść!".

Trudno ustalić, jak doszło do zranienia malutkiej wiewiórki, być może winę ponosił kot widziany w okolicy. Dlatego grupa ratowników z towarzystwa opieki nad zwierzętami ostrożnie przeniosła wiewiórkę z małym w bezpieczniejsze miejsce z większą ilością drzew.

Podobno tydzień po tym zdarzeniu Tia zabrała dzieci parku, w którym spotkała wiewiórkę z małym. Kobieta mówi, że zobaczyli na drzewie dwie wiewiórki- jedną większą, drugą mniejszą - obie wyglądały na wesołe i w bardzo dobrej formie. Kobieta wierzy, że to te te same zwierzątka, którym niedawno pomogła....

Jak zachowalibyście się na miejscu Tii Powell?

Czy Wy też mieliście kiedyś podobne, bliskie spotkanie ze zwierzętami mieszkającymi w parku lub lesie?